Myślę, że jest tutaj więcej nieporozumień, niż nam się nawet wydaje. ; ) Mówiąc o kursie sportowej jazdy nie mam na myśli uczenie się szybkiej jazdy po to, aby zapierdzielać na ulicach. Od szybkiej jazdy jest tor. Idąc na kurs sportowej/bezpiecznej jazdy można nauczyć się jak prawidłowo siedzieć, składać się, operować pojazdem, poznawać techniki prowadzenia itd. Kurs sportowej jazdy to nie nauka szybkiej jazdy na wprost, tylko wyrabianie dobrych nawyków. I tak, zgodzę się, że jak się trafi porządny instruktor na kursie prawa jazdy, to może czegoś nauczyć, jednak są to nieliczne wyjątki (mówię to na podstawie doświadczeń ze swojego kursu oraz doświadczeń kolegów). Wyjątek może się trafić, jednak zdecydowanie bym na to nie liczył. Wątpię, aby instruktor nauczył kogoś czegoś więcej od standardowej obsługi motocykla, techniki przejechania ósemki, czy sposobu hamowania awaryjnego. Ja miałem kurs z zapaleńcem, a gościu uczył mnie tylko tego, co było potrzebne na kurs, nawet o podstawach typu "przeciwskręt" nie powiedział ani słowa. ; ) Kurs prawa jazdy a kursy technik jazdy, sportowej jazdy, czy bezpiecznej jazdy to dwie totalnie inne bajki. Nawet bym tego nie próbował porównywać. Jedyny wyjątek to trafienie na kursie zapaleńca, który ma jakąś swoją prywatną misję uczenia ludzi (instruktor z powołania), który posiada też duże doświadczenie. Ale takich ludzi to można szukać ze świeczką.