Skocz do zawartości

z pamiętnika Lady Shadow...


Rekomendowane odpowiedzi

Pavkowa,dzieki za posta! Jak to dobrze, ze jest jeszcze ktos na swiecie, kto nie dosiega do klamek;-) A ja myslalam, ze to tylko mi sie przytrafilo... Podpatrzylam, ze w nowszych rocznikowo modelach Suzuki (np GS 500, 650) jest mozliwosc ustawienia klamki hamulca w kilku polozeniach - mozna ja przyblizac i oddalac. W ogole pod wzgledem odleglosci klamek firma Suzuki jest w miare przyjazna. Pomijam moj przypadek, gdzie i tak w najblizszym polozeniu, moj problem nie znika... Tak wiec jest to pomoc znikoma, ale milo, ze firma pomyslala o tych z krotkimi paluszkami. A co ze sprzeglem? Tam nie ma mozliwosci przyblizenia niczego... ;-( Widocznie musimy jakos sobie radzic :) Tylko JAK???

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

W różnych motocyklach występują różne kombinacje klamek. W mojej gpz moge regulować sprzęgło i hamulec, w XJ 600 chyba nie ma żadnej możliwości regulacji a w GS jak wyżej. W ostatnim ŚM napisali, że taka regulacja to ukłon w stronę kobiet. Ja nie jestem kobietą ale baaardzo mi to ułatwiło dzwigniologię (mam małe dłonie). Rzeczywiście jak panie mają jeszcze mniejsze dłonie to trzeba to brać pod uwagę przy wyborze moto. Tak mi się zdaje.

Pozdrawiam

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

przyplątał mi się jakiś paskudny nawyk (cholera wie skąd , może z oddawania drąga w szybowcu 8O )

Abstrachując od immanentnej koegzystencji tematu zapytowywywam babojago gdzieżeś to ujeżdżała miotły ze skrzydłami ??? Pytam, bo sam też katowałem "patyki" :)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

przyplątał mi się jakiś paskudny nawyk (cholera wie skąd , może z oddawania drąga w szybowcu 8O )

Abstrachując od immanentnej koegzystencji tematu zapytowywywam babojago gdzieżeś to ujeżdżała miotły ze skrzydłami ??? Pytam, bo sam też katowałem "patyki" :)

 

ano, wiosen to było wiele temu, ujeżdżałam miotły głownie w Jeleniej Górze, na Babicach i w Przasnyszu.... :) piękne to były czasy... (i ksywa 'babajaga' też z tego okresu:D )

pozdr,

Ola

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z Pamietnika Lady Shadow… ciag dalszy – lekcja czwarta

 

Wczoraj był TEN dzien – dosiadlam moto i wlasnorecznie i wlasnonoznie;-) powiozlam na miasto w charakterze plecaczka mojego Ulubionego Instruktora!!! Moja mama na wiesc o tym wydarzeniu powiedziala tylko dwa slowa pod adresem Tomka – ODWAZNY CZLOWIEK. :)

 

Caly dzien zastanawialam sie jak to bedzie, i nie ukrywam, miałam leciutkiego cykorka, bo przeciez czekal na mnie wielki swiat, a ja nigdy SAMA (czytaj: własnorecznie) TAM nie bylam!

Pogoda super, ja odziana prawie jak prawdziwa Lady Shadow, prawie, bo bez fredzli, zeby sie nie majtaly mojemu Ulubionemu Instruktorowi przy probach ratunku ;-)…

 

Po raz pierwszy dosiadlam Suzuki GS 500E. Wisniowa, metaliczna i ogmolowana z kazdej mozliwej strony (znaczy – zadbana jak nalezy i sliczna). Posadzilam szanowne cztery literki na kanapie Suzi i…. gdzie sa te podnozki??? Aaaa, trzeba poszukac nozka wyzej, to nie chopperek z siedzeniem jak krzesełko, to nie SR-ka klasyczna, to prawdziwy golasek ;-) !!! Brummm, brummm, jak milo, ale co te klami takie krotkie??? Aaaaaaaa. Ulubiony Instruktor odpiłował je (!), bo kursanty lapaly za dzwigienki cala lapka, a nie dwoma paluszkami ;-) A niech sie ucza prawidłowo!!! Pewnie, popieram, przynajmniej teraz Tomek już na mnie nie krzyczy, bo nie ma za co, hi, hi. :mrgreen:

 

Suzi fajnie pomykala po placyku i w prownaniu z SR-ka, mimo wiekszej masy Suzi, było lzej… Czego to nie robi odpowiednia pozycja motonity…;-)

Noooo, po wprawkach placykowych przyszla pora na zaladowanie Ulubionego Instruktora na plecy i w droge na miasto!!! A tu jeszcze jedna przeszkoda – piaszczysta droga do ulicy. Koleiny, dziury i piach… jak nic - enduro… Lady Shadow na enduro? Eeeeee… poradze sobie… Albo i nie… :ehz: W polowie „toru” enduro spanikowalam, jak uciekla mi w bok kierownica, no i Suzi zarzucila nas, mój Ulubiony Instruktor musial się desantowac, a ja ze wstydem ogladac parometrowego weza boa wyrytego za mna w piachu. Ale wstyd!!! Przepraszam Cie Tomku i Suzi... :oops: Przepraszam… :rolleyes2: Jedyną troche pocieszajaca rzecza w tym calym wstydzie było to, ze nie wywalilam sie z Suzi. Po tym małym incydencie dosiedliśmy znowu moto i w droge!

Pomykaliśmy po malych uliczkach Bemowa. Ale było suuuuuper! :) W zyciu nie nazmienialam się biegow tyle razy! Urozmaiceniem było ciagle pokrzykiwanie Ulubionego Instruktora – gazu, bieg w gore, przyhamowac, w dol, no nie szarp tak tym gazem…, gazu…itd. Słówko „gazu” było mysla przewodnia naszej wycieczki (nie ukrywam, podobalo mi się bardzo) ;-) Uliczki były naszpikowane śpiącymi policjantami, czy jak kto woli progami zwalniającymi roznego kalibru. Ja wlasciwie nie mialam z czego zwalniac ;-), bo Przezorny (Ulubiony) Instruktor odłączył linke prędkościomierza i wskazowka cigle była na zerze… Aaaa, w sumie po czorta mi wiedza z jaka prędkością jade, prawda? Żebym się przestraszyla jeszcze?;-) Zreszta tam ograniczenie prędkości było do 30 km, tak wiec Z PEWNOSCIA ;-) wlasnie tak jechaliśmy, hi, hi, hi. :mrgreen:

Wow, ale było super. Nie wiem czy tak samo myslal Tomek, ale w każdym razie mi sie bardzo podobalo… Potem był już tylko powrot po drodze enduro (bez przygod) na placyk startowy na lotnisku, kilka pozegnalnych koleczek na Suzi, juz solo i… do nastepnego razu!

Oczywiście ciag dalszy pamietniaka Lady Shadow nastapi…

 

Pozdrawiam goraco wytrwalych czytelnikow,

Wasza Lady Shadow

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z pamiętnika... dzien piaty - kryzys, wstyd i depresja...

 

Jest mi wstyd. :oops: Bardzo, okropnie, strasznie wstyd. Najpierw nie bylo powodu do tego wstydu, ale potem juz byl... Zaczne od poczatku - Suzi i placyk na 2-ce. Nie bylo zle. I jeszcze ruszanie i zatrzymywanie sie w miejscu bez opuszczania kopyt, efekt - do przezycia. Potem wyjazd na miasto na stacje benzynowa z Ulubionym Instruktorem. Nawet polna droga enduro nie sprawila mi wiekszego klopotu. Na miescie dalam kilka drobnych plamek (moze nawet i do wybaczenia) i jedna ogromna plame (raczej nie do wybaczenia). Przy wyjezdzie ze stacji benzynowej za wolno slimaczylam sie i moj wjazd na lewy pas przypominal pielgrzymke slimakow z kilkoma postojami po drodze (przy normalnym ruchu miejskim), no i Tomek (bardzo slusznie) zdenerwowal sie :buttrock: (bardzo :eek2: ), wzial gaz w swoje rece, dzieki temu zyje (zyjemy) . No i dostalo mi sie (mial racje), ze jak tak dalej pojdzie, to nie przezyje w ruchu ulicznym...

 

Chyba z jednosladow zostana mi tylko rolki - po alejkach osiedlowych... z dala od jakichkolwiek ulic :D .

 

Po tej mojej glupocie ulicznej, juz na placu porobilam 8 na Suzi, efekt taki sobie, ale bez wielkiego wstydu.

No i zaczelo sie znowu. Mialam zapoznanie z terenowa TW. Najpierw na placu ruszanie i zatrzymywanie sie bez nog (to da sie zrobic), a potem byl koszmar w moim wykonaniu. Wkoncu jakos wgramolilam sie z plyt na trawe z wyryta w piachu osemka. Ta zmiana nawierzchni to juz dla mnie bylo przezycie, a tu jeszcze jazda po tej 8 - glebokiej, piaszczystej i w ogole endurowej. Z wielu, wielu prob udalo mi sie tylko raz jakos ja przejechac (ledwo)... Oczywiscie w miedzyczasie 3 - 4 razy ogladalam glebe z bliska, w sasiedztwie horyzontalnie rozciagnietego na ziemi moto. Jest mi tak wstyd, ze ja nawet nie wiem, jak spojrze Ulubionemu Instruktorowi w oczka... Nawet nie za bardzo moge go przeprosic za te wyczyny, bo Ulubiony Instruktor, powiedzial, ze jeszcze jedno slowo "przepraszam" i wylatuje z kursu... :D Nawet moj kask dostosowal sie do ogolnego wstydowego nastroju i jeszcze bardziej poczerwienial niz zwykle... Po tym niedoszlym enduro, wypaprana jak jakas ryjowka, dosiadlam Suzi, bo TW legla i po tak zlym traktowniu nie chciala odpalic... Tomek zajal sie leczeniem TW, a mnie przejal Piotrek. 8, takie fajne trojkatne osemki i slalom - piec pacholkow i jazda z lapkami i z jedna lapka na kierownicy (prawa i lewa). Tu juz nie bylo powodu do wielkiego wstydu...

 

Drodzy, wytrwali czytelnicy - czy ktos moze wie co ja mam robic na tej piaszczystej 8? Pewnie ktos madry powie - JECHAC, nie deliberowac, ale moze ktos wie JAK tam jechac, co robic jak moto (terenowe) zakopuje mi sie w piachu, kierownica mi sie wyrywa gdzies tam, a jak podjezdzam na stromy brzeg 8, to wyskakuje gdzies w gore, i juz lezymy, ja i TW razem...

 

Pocieszcie mnie w mojej depresji..., bo jak nic, zostana mi tylko wspomniane rolki...

 

Wasza zmartwiona Lady Shadow :ehz:

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

babojago, a kursik na prawko to gdzie sie robilo jezeli mozna spytac...

 

na Ursynowie w takiej to szkółce, która ma placyk przy liceum na Hirszfelda (nazwa szkoły jazdy wyleciała mi z pamięci). jeśli można to coś w ogóle nazwać szkółką :?

pozdr,

Ola

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

czy ktos moze wie co ja mam robic na tej piaszczystej 8? Pewnie ktos madry powie - JECHAC, nie deliberowac, ale moze ktos wie JAK tam jechac, co robic jak moto (terenowe) zakopuje mi sie w piachu, kierownica mi sie wyrywa gdzies tam, a jak podjezdzam na stromy brzeg 8, to wyskakuje gdzies w gore, i juz lezymy, ja i TW razem...

przy wyjściu z zakrętu gazuuu! trzymać mocno kierownicę! jazda w piachu to nie chopperownia :D i nie zwalniaj tak żeby motor szarpał bo się wyglebisz na zakręcie przez to.

pozdrawiam i powodzenia :D))))))))

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z Pamiętnika Lady Shadow - dzień szósty - takie sobie zmagania... i Ocean Spokojny

 

Dzisiejsze zajecia mialam z Piotrkiem - Oceanem Spokojnym, czyli Uosobieniem Spokoju. Przypomnij sobie laskawie, szanowny czytelniku, ze dotychczas moje zajecia pelne byly dynamicznych pokrzykiwan i reprymend roznej masci...czasami dalekich od lagodnych upomnien..., tak wiec dzisiejsza odmiana byla balsamem na moje "skolatane" serce. ;-)

 

Jak przystalo na prawdziwa Lady Shadow, ktora SAMA poradzi sobie w kazdej sytuacji, poprosilam Uosobienie Spokoju o nauczenie mnie jak to slaba kobietka (ha, ha, ha) moze SAMA podzwignac moto z ziemi. W koncu kazdemu moze sie zdarzyc gleba parkingowa... Zeby to zrobic, wisniowa Suzi legla na betonie (delikatnie, przy naszej pomocy, tylko pod lusterko nie podlozylismy jej szmatki, a szkoda i moglo sie odrapac!).

- No, podnos! -Tylko jak? Z ktorej to strony podejsc do biedaczki? Halooooo, prosze pana, moto mi sie przewrocilo;-) Eeeee, nie dziala..., Jednak musze sama. ;-) Heeeejj oppp... Za tyleczek moto i za kierownice blizej ziemi i nozkami w gooooreeee..... Uhhhhh, alez ona wazy! Chyba wiecej ode mnie :mrgreen: . Ten -sposob nie jest dla mnie, a moze by tak pupa i pleckami? Taaaa, to jest mysl... Oooooop, no, lepiej troszke, ale to jeszcze nie to, bo nie umiem zrobic obrotu, czyli zaczac przodem a skonczyc tylem :D . A na dokladke jak juz jestem w ferworze pchania, to moto moze nagle (zupelnie niekontrolowanie) znalezc sie na drugim boku;-) . A moze by tak od dolu za kierownice? OOOOO! To jest to! Lady Shadow poleca uprzejmie...

 

Po ekscesach z ratowaniem Suzi z opresji, Ocean Spokojny, wyslal mnie na moj "ulubiony" motor TW. Po ostatnich doswiadczeniach na niej i dwugodzinnym czyszczeniu mojego wyjsciowego ubranka z piachu;-) , mialam mocno mieszane uczucia... -Coooo, TW? Ty mi robisz to zlosliwie, ja mam znowu paradowac na tym CHUDYM moto??? No i krecilam na rozgrzewke kilka rundek po placyku, na 2. Osemki tym czyms??? Tylko, ze Ocean Spokojny mial racje. W pewnym momencie okazalo sie, ze ja naprawde bardzo lubie TW. Nawet jak mi zgasla. Jakos tak nerwowo podeszlam do odpalenia go i rozrusznik nie chcial zaskoczyc..., a tu slysze nad glowa, ze tego nie zrozumiem, ale do motoru trzeba podchodzic jak do KOBIETY... Taaaaaa, chyba wiem co Instruktor mial na mysli... Najbardziej w swiecie kocham gorzka czekolade i drapanie po pleckach...;-) No, moto odpalilo (pomoglo to drapanie! ;-) ) i 8 nawet wychodzila, moto pyrkalo rowno, zyc nie umierac... Ale co to? Na placyk z predkoscia swiatla nadciagnal Moj Ulubiony Instruktor i nagle slysze nad glowa - Jak ty trzymasz te lapy na kierownicy?!?!?! Co to, TACZKI prowadzisz?!?!?!? No i blogostan nirwany ulotnil sie... Taaaa, wrocil moj Ulubiony Instruktor... :smile2: hi, hi, hi.

 

Poniewaz czeka mnie egzamin, i tego nie wie nikt, jakie moto dostane - czy zimne, czy rozgrzane, Piotrek nauczal mnie co zrobic, zeby przezyc i rozgrzac moto, a nie narazic sie egzaminatorowi ;-). Niestety, na egzaminie podobniez nie mozna "dla rozgrzewki" zrobic rundki honorowej... :-( Co robic? Nalezy grac na zwloke ;-). Egzaminator powie - prosze przygotowac sie do jazdy... No i w tym momencie, gdy moto jest lodowate, nalezy odegrac jednoaktowke... Odpalic moto, kilka razy przegazowac na luziku, zapalic swiatla mijania, sprawdzic lapka czy jest odblask od reflektora, przelaczyc na drogowe, sprawdzic czy jest odblask silniejszy, przelaczyc znowu na mijania i sprawdzic odblask, wlaczyc po kolej kierunkowskazy i tez sprawdzic, na koncu swiatlo z tylu... Oczywiscie ta cala gra jednego aktora ma byc celebrowana. Im wolniej, tym lepiej, bo moto caly czas chodzi na wolnych na obrotach i sie rozgrzewa... Oczywiscie, gdy dostajemy rozgrzane moto, jednoaktowka jest zbedna;-) Piotrusiu, wielki jestes, bardzo mi sie to podoba!!! Z pewnoscia oddam sie celebrze!!!

 

A teraz przesiadka na SR-ke i uczymy sie do egzaminu. Prowadzenie moto przez 3 metry - eee, to proste. Slalom przez 3 pacholki i 8. Oj, jaka ta SR-ka dziwna, dawno na niej nie jezdzilam. Uuuuuu..., co ja robie tu? To ja wyssssjadam, wole juz to paskudne CHUDE moto... Ale niestety, egzamin czeka mnie wlasnie na SR-ce... :) Nie ma rady. Trzeba krecic 8. Najpierw musialam jakos opanowac skad, dokad, po co i dlaczego;-) Ale co to? Mam machac glowa i kierunkowskazowac...Po kilku takich przejazdach polaczonych z baletem, juz nie widzialam ktora strona to prawa, a ktora to lewa... Sorrki, widac Lady Shadow maja strasznie maly rozumek, jak taki jeden mis... Hm, rozrysuje to sobie w domu na podlodze, hough! :mrgreen:

 

Po balecie na wolnych obrotach przyszedl czas na jazde figurowa z zanizonymi obrotami. Ocean Spokojny juz sie o te niskie obroty bardzo postaral... :D No i moto oczywiscie mi zgaslo, a niestety, 8 wychodzila niepieknie. Tam gdzie mialam dodac gazu, nie dodawalam, tam gdzie ujac, moto wychodzilo poza nawiasy, albo kangurowalo... Ehhh, ciezka spraw z tym bez-obrociem... Na koniec atrakcji mialam sobie zrobic kilka kolek po placu na takim niedoobrotowanym moto i pozmieniac biegi. W pewnym momencie zapuscilam sie pod wjazd na placyk. Nagle nadjechal Ulubiony Instruktor. I oczywiscie zagrzmial: NOOOOOGI! No tak..., z tego przerazenia, ze moto zaraz mi zgasnie, albo wykanguruje, zrobilam pajaka....;-) I takim to sposobem, pod okiem Oceanu Spokojnego, nawet z zaswiatow bylam strofowana przez Ulubionego... :mrgreen: Ale co tam, TRZEBA BYC TWARDYM, NIE MIETKIM! Jutro z Uosobieniem Spokoju nadla cwiczymy balety i jazde figurowa, jak bede grzeczna to pojade na CHUDYM w bruzdy!!! Tralala!

 

To do jutra,

Wasza Lady Shadow (o bardzo malym rozumku, prawo, mrygnac, glowa, lewo, mrygnac, glowa..., ooooj, nie miesci mie sie to w glowie...) ;-)

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z pamietnika...dzien siodmy, czyli ida zyrafy przez pustynie...

 

Ocean Spokojny i Moj Ulubiony Instruktor posadzili mnie na Suzi. Uuuuu, ale ją lubie... Bardzo pasujemy do siebie, dlatego tez w pelnym porozumieniu po przekatnej placyku wrzucalysmy sobie 1, 2 i 3, i potem do dolu. Czysta przyjemnosc! Potem porzyszedl czas na CHUDEGO. CHUDY juz zostal troche oswojony, a i zabawa w slalom byla mila. Slalom mial duzo esow floresow i musial zostac obsluzony jedna lapka... No, jakos wyszlo (wprawdzie z kilkoma pomocami drugiej lapki) . Moj Ulubiony Instruktor nie mogl powstrzymac sie i jak nie huknie: a ta druga lapa to co robi? Jak sie bedziesz przepychala w korku? Nooo! - NO wlasnie, jak...? Chyba lapami;-)...

 

Suzi i CHUDY to byl deser, a ciezka praca zaczela sie na poczciwej SR-ce. Ocean Spokojny zapedzil mnie do 8, na zanizonych obrotach, z gazem... I tu sie zaczelo. Byly kangurki, pajaki, wyjce i....zyrafy, ale o nich bedzie mowa na koncu. Mimo wielu powtorzen, tylko z rzadka moto nie wyrywalo mi sie z 8. Zawsze dawalam jakos za duzo, albo za malo gazu, nie docisnelam sprzegla przy ujmowaniu gazu i skakalam z SR-ka... O pieknym zmieszczeniu sie w nawiasch nie bylo mowy... Ulubiony Instruktor i Ocean Spokojny zagrzewali mnie do boju jak tylko mogli, ale moto tez czlowiek;-), chlodzone powietrzem potrzebowalo wytchnienia. W ramach relaksu mialam sobie pojezdzic zmieniajac biegi od 1 do 3. Fajnie bylo, nie powiem...

 

No i powrot do mojej gazowej osemeczki... Eh, kto nastwial tyle opon w srodku? A pocholki kilometr od niej, to po co, tylko mi przeszkadzaja;-) Ehhh... Desperacja. Kangurki skacza, pajaki podpieraja sie kopytami, a wyjce wyja gazem... Zoo. W pewnym momencie, pomyslalam sobie, ze moze na kokardce osemki dac gazuuuuu, a na zakrecie sprzeglo na amen wcisnac i slicznie zlozyc sie w zakret... W tym momencie , drogi Czytelniku, nastapi mala dygresja, nie pomysl sobie przypadkiem, ze Ocean i Ulubiony przemilczeli sprawe, caly czas wkladali mi do glowy o operowaniu gazem i sprzeglem i skladaniu sie w zakrecie... Tak wiec po moim glebokim przemysleniu sprawy gazowo - sprzeglowej jeden brzuszek 8 wyszedl pieknie, rozpedem moto pojechalo na wprost w druga kokardke, i znowu gazuuuuu, sprzeglo na fulll i zlozenie sie.... WYSZLOOOOO... Uffff... Cos takiego... Zoo zniknelo, ale pojawily sie wspomniane zyrafy... Ida dwie zyrafy przez pustynie i opowiadaja sobie kawaly. Ha, ha, ha, smieja sie. Ale co to? Druga zyrafa nie smieje sie z kawalu. No nic, ida dalej przez pustynie, ida, i nagle druga zyrafa, ni z gruchy, ni z pietruchy, zaczyna ryczec ze smiechu. Co ci sie stalo, pyta pierwsza? A nic, ZROOOOOOZUMIALAM! ;-) HA, HA, HA. I tym optymistycznym akcentem zakonczmy dzisiejszy rozdzial Pamietnika... ;-) Wnioski z lektury zostawiam Tobie, drogi Czytelniku...

 

Pozdrawiam goraco i do zobaczenia w Dzien Dziecka,

 

Wasza Lady Shadow

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z pamietnika... dzien osmy, jak zostac komandosem, czyli iluminacja...

 

Z Moim Ulubionym Instruktorem kilka dni temu podjelam rezolucje, ze nastepuje u mnie zmiana postawy na TWARDA, w mysl zasady - TWARDYM TRZEBA BYC, NIE MIETKIM. Koniec niekonczacych sie dyskusji (nawet samej ze sobe), biadolenia, uzalania sie, mamrotania i pociagania nosem. Zeby udokumentowac moje przyjecie nowej postawy, postanowilam duchowo zostac komandosem, co fizycznie uczynilam - scinajac wloski na rekruta... ;-) A niech tam, w razie czego - zawsze odrosna! Lady Shadow i tak we wszystkim jest dobrze!!!

 

Po takim przygotowaniu duchowym i cielesnym (hi, hi, nowa fryzurka) moglam przystapic do jazdy po miescie. Po wymianie grzecznosci z okazji Dnia Dziecka, wyruszylismy z placyku startowego.

 

Jeszcze tylko rozgrzewka na SR-ce. Lady Shadow na SR-ce, no coz, nie bylam zachwycona, rozpuscila mnie jazda na Suzi, nie wspomne o wprawkach placykowych na naszej domowej Hondzi, ale slowo zostalo dane, bede TWARDA i koniec... A niech nawet bedzie to miotla czterosuwowa, czy dwusuwowa, pojade i pokaze klase komandosa!

 

Wyjazd przez droge enduro. Bziii, bziii, bziiiiiiii pojekiwala cichutko Sr-ka. Jakos bez przygod (czytaj: wezy boa ;-)) dojechalismy do ulicy. I gazuuuu, do Powstancow Slaskich i na Wole. Ulubiony ryczal podpowiedzi biegowe, jakos szlo, nie powiem, najgorzej bylo pod swiatlami, bo jak mialam porzadnie zahamowac, to jakos tak lapka mi sie zle ukladala i jednoczesnie z hamowaniem dodawalam gazu... Czyzby odezwala sie we mnie dusza ridersa palacego gume???;-) Eeee, chyba nie. Nawet bym nie wiedziala jak do tego sie zabrac.... To tylko blad w sztuce... Ewidentnie...;-)

 

Drugi blad w sztuce to napinanie lapek. Sama czulam, ze cos tu przesadzam, ale jakos moje drugie ja nie chcialo puscic kierownicy ;-) - bo a noz, sie jeszcze gdzies zgubi i wypadnie, ha, ha, ha. Kolejny raz w zmianie postawy, pomogl mi moj Ulubiony Instruktor. Pod koniec naszej wycieczki, gdy zwawo pomykalismy Powazkowska, Tomek po raz kolejny sprawdzal, czy juz do reszty zdretwialy mi lapki od sciskania kierownicy

;-) - No, babo, luzniej te lapy, puszczaj kierownice, noooo... Taaa, slowo sie rzeklo, kobylka u plota - obietnica dana, a komandos twardy ma byc (i prawie lysy) na SR-ce, no to puscilam kierownice... A co tam. Moje lapki powedrowaly w gore... Ulubiony czuwal, a moto samo gnalo. Ale to byl czad!!! Czulam sie jak Kate Winslet z Di Caprio na Titanicu. Odlot totalny! Mam nadzieje, Szanowny Czytelniku, ze mimo uplywu czasu pamietasz te emocje titanicowe na dziobie i wiatr we wlosach Kate... To bylo TOOOO! Tomku, prosze o powtorke... :mrgreen:

 

Poniewaz dzisiaj dostapilam iluminacji, mialam tez pierwsza probe wtajemniczenia, czyli zakrycie oczek ;-) Pomykam sobie calkiem dziarsko, droga wolna, a tu lapki Ulubionego zakrywaja mi wizjer. I slysze - prosto, droga wolna, przyhamuj, bieg nizej... Haaa, dobrze chociaz, ze on mial otwarte oczka ;-) Co tam, bede twarda jak stal, nawet jak mi COS przesloni oczy (czytaj: wpadnie w oko ;-) !

 

Mam jeszcze jedno spostrzezenie, absolutnie wszystkiego czego sie nauczylam w materii motocyklowej, zawdzieczam w duzej mierze Ulubionemu Instruktorowi. Nie powiem, darl sie, wrzeszczal, choleryczne nastroje go ogarnialy, ale uczyl, uczyl i nauczyl. Nie tylko wymaganej na egzamin jazdy po placyku (co tam placyk, najwyzej nie zdam za pierwszym razem!), ale po miescie, a co najwazniejsze, tez normalnych ludzkich odruchow, niejednokrotnie w swiecie konsumpcji, zapomnianych... A mianowiecie, gdzies na poczatku naszej wycieczki, Ulubiony zauwazyl motonite na poboczu grzebiacego w Jawie. Nauka jazdy to nie pomoc drogowa i na dobra sprawe, wcale nie miala obowiazku pytac co sie stalo, my podjechalismy. Ja to wiem "z domu", dlatego tez popieram calym sercem taka postawe i bardzo sobie ja cenie. Tak tez zawsze bede robila, chociazbym sama nawet nijak nie umiala pomoc, a swiecy szukalabym w swieczniku, to warto zatrzymac sie i zapytac, bo czasem wystarczajaca pomoca moze byc dobre slowo... A swiecy, czy innego czorta zawsze mozna poszukac wspolnie ;-)

 

Dziekuje Ci, Tomku za jazde bez trzymanki, w przenosni i doslownie.

 

Lady Shadow, z ktorej beda ludzie (ojjj, beda, beda ;-) )

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Z pamietnika… dzien dziewiaty, lekcja pokory czyli zacmienie slonca.

 

Powinnam umiec wszystko do egzaminu i jeszcze ciut wiecej. Niestety, tak sie nie stalo. Wizja zdanego egzaminu oddalila sie ode mnie coraz bardziej. Wczorajsza iluminacja okazala sie labedzim spiewem… Bylo, minelo.

 

Na wlasne zyczenie poprosiłam Mojego Ulubionego Instruktora o podroz na gorke. Jeszcze w mojej historii nauki nie doswiadczylam tego. Pojechalismy przez kawalek Bemowa, malymi uliczkami. Bez zbednych atrakcji, pelen minimalizm. Gorka, asfaltowa, stromawa, szeroka, calkiem calkiem. No i tu okazalo się, ze moje ruszanie pod gorke to walka o zycie. Z wielokrotnosci powtorzen, udalo mie się ruszyc, moze kilka razy, i to nie dlatego, ze nauczylam sie kontrolowac Suzi. Nieeee, to były czyste przypadki. Po prostu puszczanie hamulca, dodawanie gazu i lekkie puszczanie sprzegla, to za duzo dla mnie... Bylo jak Bog da… Zywiol… No i Ulubiony Instruktor denerwowal się, jego prawo, mial za co. Tak wiec gorka okazala sie Himalajami nie do zdobycia. Po moich wyczynach wysokogorskich, z czerwonymi uszami od słuchania reprymend i z ogolnym wstydem :oops: , zostalam poinformowana, ze wracamy na placyk cwiczyc dalej operacje sprzeglem i biegami, bo widac braki. A taka miałam nadzieje, ze będzie miasto…

 

Po drodze zajechalismy na stacje benzynowa dopompowac oponke. I tu sie zaczelo. Mialam zatrzymac się kolo kompresora. No i ja, gamon jeden, stanelam niestety, kilka metrowo przed rzeczona machina… I Ulubiony Instruktor pouzywal sobie znowu… Ja wiem, ze to zabrzmi smiesznie, ale ja po prostu nie bardzo wiedziałam, gdzie ten cholerny kompresor jest… Czy ja musze znac topografie stacji benzynowej? Nieeee, może wystarczylo sluchac Ulubionego, co mowi… Pewnie by wystarczylo...

 

Po skompresowaniu wszystkiego co się dalo w oponie ;-) dostalam zadanie wycofania Suzi na luzie, bez uruchomienia silnika. Na wstępie moich działam dostalam po lapach, za nacisniecie sprzegla przy nie dzilajacym silniku. Taaaaa, bez sprzegla mam odnalezc luz. Ciezka sprawa… A Ulubiony juz ryknal – ze ma czas, mozemy tu szukac tego luzu do konca zajec!!! … No to go szukałam, i wcale nie znajdowałam… Ulubiony powoli tracil cierpliwosc… -Nie bede ci mowil, co masz robic, NIEEE, sama masz znalezc ten luz, no dalej, poruszaj motorem… To poruszałam... i nic. Jak luzu nie ma, tak nie ma… Tomek (zdesperowany) wlaczyl mi stacyjke. W koncu, na granicy wytrzymalosci nerwowej Ulubionego Instruktora, luz zablysnal. Nooo, moge przetoczyc moto, zawrocic i odpalac… Wreszcie wyruszylismy w droge na placyk. Bez przygod.

 

Poniewaz wczoraj jazda bez trzymanki sprawila mi ogromna frajde, i ja glupia, dopominałam się powtorki, Ulubiony zapedzil mnie do nauki. Najpierw pokaz i technologia w jego wykonaniu. Jedynka, dwojka, rozpedzenie Suzi, wrzucenie na luz i dopiero na luzie lapki z kierownicy… Oczywiscie dzis luz przesladowal mnie na kazdym kroku i wcale nie było latwo trafic z dwojki w luzik… Najpierw nauka trafiania, potem latania a` la Titanic. Ufff, wyszlo. W koncu. Najpierw moje cwiczenia wyglądały mocno zachowawczo, potem troszke lepiej, a najlepsze efekty osiągnelam przy duzej predkosci… Na koncu proby skretu bez trzymanki… I ta nauka latania była jedynym sloneczkiem dzisiejszego dnia…

 

Widac skonczyl się Dzien Dziecka ;-( .Dzisiejszy dzien utwierdzil mnie w przekonaniu jak malo wiem, jak wiedza bardzo jest ulotna i jak usilnie trzeba ja zdobywac… Taaaa, prawdziwa lekcja pokory, po wczorajszej iluminacji…

Nic to, w piatek ostatnie zajecia. Cichutko powtarzam sobie w duchu, ze obiecalam Ulubionemu, ze będę TWARDA. I bede. Postawa zostala zmieniona raz na zawsze. Rusze pod ta cholerna gorke, bede dobrze redukowala biegi, bez szarpania, a jak trzeba, to bede jezdzila bez trzymanki z zamknietymi oczkami…(bo i tak w dniu dzisiejszym wstyd mi spojrzec Tomkowi w oczka…). Niech się stanie!

Odnośnik do komentarza
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.

 Udostępnij

×
×
  • Dodaj nową pozycję...