Jump to content

bert

Forumowicze
  • Content Count

    1,364
  • Joined

  • Last visited

About bert

  • Rank
    MOTONITA - leżący na baku

Informacje profilowe

  • Płeć
    Mężczyzna
  • Skąd
    wrocław

Osobiste

  • Motocykl
    suzi v-strom 650
  • Płeć
    Mężczyzna

Metody kontaktu

  • Strona www
    http://

Recent Profile Visitors

323 profile views
  1. Co ma sprawa talidomidu wspólnego z teoriami spiskowymi? To były trochę inne czasy, lek wynaleziono w 50-tych latach.
  2. Wiem, dlatego też trochę humorystycznie odpowiedziałem, jakkolwiek treść [nie forma] jest całkiem na poważnie. To jest zupełnie fałszywa teza, że jeśli nie ma cię tam gdzie powstał njus to nie masz możliwości oceny jego prawdziwości. /poprawiam: nie napisałeś że nie ma możliwości weryfikacji, tylko że jest to trudne i tu się z tobą zgadzam./ Oczywiście, w dzisiejszym świecie jest nieprawdopodobny wręcz zalew informacji i njusów, z których cała masa jest z koziej dupy wyssana. Albo gorzej. Nawet jakbyśmy chcieli nie ma takiej fizycznej możliwości by nad każdą informacją się pochylać, zarejestrować nie mówiąc już o weryfikacji. Doskonale o tym wiedza spece od propagandy - dlatego dziś bez żadnych hamulców popycha się w tłum największe, piramidalne bzdury. Mas media poza tym skutecznie oduczyły ludzi krytycznego myślenia i skutki widać. Ludzie mają zadziwiającą skłonność wierzyć, bez żadnej krytycznej refleksji w to co w nich usłyszą. Powracając do wytłuszczenia - po to właśnie mamy oczy, uszy i mózgi żeby ich używać. Przez całe życie zbierasz różne informacje, wiedzę i doświadczenia które pozwalają ci [nie zawsze oczywiście - ale często] odróżnić ziarno od plew. Dokładnie na takiej samej zasadzie jak w tym prostym przykładzie z misiem. Jeśli nie wiesz że koala są wegetarianami, jak mają rozmiar, jeśli nigdy nie widziałeś jak się zachowują być może możesz przyjąć takiego njusa za prawdę - bo np. słyszałeś że jakieś misie jedzą czasem ludzi w dalekiej Kanadzie. Tak jak napisałem - jest oczywiście cała masa njusów w przypadku których jesteśmy właśnie takim gościem który nigdy nie widział koali i nie wie co to jest. Nic na to nie da się poradzić. Pierwsza [mocno niedoskonała, ale nie znam lepszej] forma obrony to duża doza krytycyzmu i dystansu względem tego co się słyszy. Druga [także mocno niedoskonała] to [jeśli njus ma dla ciebie jakiekolwiek znaczenie] próba weryfikacji. Czyli próba sprawdzenia co o tym mówią, piszą w innych źródłach - w miarę możliwości innych, nie powiązanych ze sobą [bo te mogą mówić jednym głosem]. I to tak z grubsza tyle. Obronić się całkowicie przed dezinformacją nie jest możliwe. Ale w jakimś stopniu można. I tu przechodzimy do kolejnej ważnej kwestii - dlaczego jednym wychodzi to lepiej a drugim gorzej. Ale to już napisze następną razą bo obowiązki wzywają. Sprawa wbrew pozorom nie jest taka prosta i nie sprowadza się bynajmniej jedynie do zakresu posiadanej wiedzy, wg. mnie kluczowe jest coś całkiem innego.
  3. Możesz napisać co miałeś na myśli [co podkreśliłem] jeszcze raz, tym razem po polsku? A może coś w ogóle merytorycznie o swoich fantazjach? Jakiś dowód na twoje banialuki? Poza jutubowymi wybrzuszeniami jakiś nawiedzonych 5 minutowych mitomanów? Kłamliwe bąki? A w którym miejscu? I kto mówi że nie biorę odpowiedzialności? gdzie to przeczytałeś? Udzielisz chociaż jednej odpowiedzi na któreś z pytań? Kiedy zrozumiesz że to nie jest kwestia wiary, tylko krytycznej oceny rzeczywistości. Ty bierzesz każdą banialukę która pasuje do twojej spiskowej psychiki za pewnik, na wiarę, całkowicie bezkrytycznie. Ja nie. Tym się różnimy, co nie mieści ci się w głowie. Twój problem. Przyklejanie łatek [skrajny lewak, prawak itd.] ma zadanie poprawić twoje samopoczucie - bo czujesz niepokój kiedy dzieje się coś czego nie rozumiesz - w tym przypadku twój niepokój budzi kwestia jak mało ludzi wierzy w banialuki w które ty wierzysz [przecież to nie możliwe żeby oni tego nie widzieli - poszeptuje ci coś ciągle w głowie]. Szukasz przyczyny. Powodu. Wyjaśnienia. Dlatego przyklejasz łatki - to taki psychiczny mechanizm odczłowieczania kogoś, kto ma zdanie odmienne od twojego. W ten sposób zmniejszasz dysonans poznawczy - "skrajny lewak" a więc jego zdanie nic nie znaczy [bo wiadomo - lewak], można się nim nie przejmować. Od razu lepiej. Cóż, to akurat ma pewien aspekt pozytywny - znaczy że w środku, gdzieś tam czai się w tobie niepewność. Żarliwie ciągle podkreślasz swoją wiarę w to co piszesz. Tak często że aż jest to podejrzane, jakbyś sam siebie chciał do tej wiary przekonać. Ludzie wielkiej wiary o niej ciągle nie zapewniają, bo nie muszą. Widzisz więc - za mało w tobie wiary ...ale ci qrwa będzie głupio jak już dotrze do ciebie w jakie pierdoły wierzysz. Obstawiam w ciemno że znikniesz z forum.
  4. Akurat w przypadku takiego typu njusa nie muszę go oceniać - to może być prawda lub nie - bez znaczenia dla mnie. Choć w tym akurat przypadku będę się kierował swoją wiedzą na temat misi koala, które zasadniczo wpierdalają liście eukaliptusa i raczej nie należą do zwierząt agresywnych [pod warunkiem że ktoś ich nie wqrwia] Dlatego więc uznam takiego njusa za fejka. Teoretycznie jest taka możliwość, ale musiałyby być spełnione dodatkowe czynniki aby takie coś zaistniało - np. prezydent RPA musiałby wpierw zostać zmielony [np w rębaku do drewna, albo w maszynce do mięsa] i stopniowo dodawany w małych ilościach do karmy misi. Biorąc to pod uwagę, należałoby założyć że njus dotyczy misi koala w niewoli - bo jakoś trudno mi sobie wyobrazić dodawanie Premiera RPA do liści rosnących na drzewach. Dodatkowo zmielenie musiałoby być intencjonalne - prezydent sam by się nie zmielił. Podany przez ciebie njus nic o tym nie wspomina. Zakładając skąpy przekaz informacyjny ograniczony do informacji jaką zamieściłeś - podtrzymuję że uznałbym go za niezwykle mało prawdopodobnego. Dodając, że ważność takiego njusa i związana z tym ewentualna pomyłka w ocenie jest bez znaczenia - zdecydowanie uznałbym go za fejka. Mam nadzieję że udzieliłem wyczerpującej odpowiedzi.
  5. To standardowa moc każdego prawaka. Potrafią segregować ludzi jak mało kto.
  6. Poprosimy jeszcze raz po polsku. ps. Za lewacką stronę się nie wypowiem, ale za siebie i innych, rozsądnych forumowiczów już tak. Z tym oświeceniem to nic nie wyjdzie, bo my takie rzeczy nie bierzemy na wiarę, tylko dlatego że ktoś tam, coś tam - coś tam , pobajał w necie. Nie wierzymy w każdą wypowiedzianą pierdołę w necie. Nawet nie zdajesz sobie sprawy [co widać] jakie kacapoły ludzie w necie wygadują, żeby tylko zaistnieć w ludzkiej świadomości i mieć swoje 5 minut. Ciekawi mnie czy coś do ciebie dotrze, jakaś refleksja, jak już się okaże ile te opowieści z mchu i paproci mają wartości. Osobiście obstawiam że nic - prawdziwa sekciarska wiara faktów się nie boi. W końcu, choć minęła dekada od katastrofy w smoleńsku, praktycznie każda sekunda z ostatnich minut lotu została szczegółowo opisana i wyjaśniona w raporcie przygotowanym przez kilkudziesięciu najlepszych specjalistów od katastrof lotniczych w Polskim Wojsku, cała masa ludków dalej wierzy w zamach. Nawet tu na forum, choćby nasz Leśnik [Przecież ktoś ponoć gdzieś badał na jakiejś politechnice brzozę że była spróchniała ale badania utajniono /dowodów na pow. rewelacje oczywiście brak, ale - jak już wielokrotnie pisałem - wiara dowodem się nie karmi/ więc nie mogła zniszczyć skrzydła] Wszak dowody na zamach są 'tuż, tuż' [jak mawia niezmiennie maciarenko od wielu lat] i jesteśmy 'coraz bliżej prawdy' [zapewne już tak blisko że tylko warstwa atomów dzieli nas od oświecenia] choć wciąż nie możemy do niej dojść.
  7. I tak właśnie wygląda dyskusja z trollem. Bezcelowe. Masz swoją chwilę satysfakcji, mam nadzieję że wprowadziło to trochę radości do twojego życia. Na więcej zainteresowania komunikacją z tobą z mojej strony nie licz.
  8. bert

    Uwaga wirus!

    Sądzę że wystarczy po prostu wywalać nic nie wnoszący do tematu, złośliwy trolling - tak jak to właśnie rano zrobiliście. Dzięki.
  9. Ale nie musisz, częściowo także dzięki tej znienawidzonej [?] przez ciebie Unii. Możesz kontestować w ciepełku. To jest właśnie prawdziwa dwulicowość. Jakby nie ta Unia to pewnie nie stać by cię było na zakupienie zajebistego rowera elektrycznego za przeszło 10tys. - zakładając w ogóle że miałbyś czas o nim myśleć.
  10. W tym przypadku to raczej zwykły złośliwy trolling. Nie przypuszczam ze Visuz jest aż tak ograniczony.
  11. bert

    Uwaga wirus!

    Czyli sugerujesz że tą informację zmyślili? serio powinieneś sobie ten temat odpuścić, bo zamieniasz się w nim w Roberta J.. Negacja rzeczywistości level hard. Może ty się wysil żeby zrozumieć prawidłowo kontekst naszych kilku ostatnich postów? To zaledwie parę prostych zdań, a jak widać po twoim poście nie zrozumiałeś ich. Zgłosiłem cię Visuz do zablokowania w tym temacie. Jest przy piwie dość innych tematów w których możesz prowadzić swoją autoterapię robiąc z siebie przy tym błazna.
  12. bert

    Uwaga wirus!

    Przecież to właśnie napisałem.
  13. bert

    Uwaga wirus!

    Czyli jest odpowiedź [tak przypuszczałem]. Tyle że twój strach sytuacji w kraju nie zmieni. Proponuję odpuścić ten temat i tu nie zaglądać jak sobie nie radzisz z emocjami. Tak po prostu, bo nic nie wnosisz poza swoim strachem, maskowanym fałszywym wyluzowaniem.
  14. bert

    Uwaga wirus!

    Generalnie, to po raz kolejny zabierasz głos w temacie o którym masz mgliste pojęcie. Co jest z tobą nie tak Klaudiusz, że masz ciągły przymus bagatelizowania faktów związanych z epidemią? Za bardzo cię to przeraża czy co? Weź się nad tym sam zastanów, nie musisz mi odpowiadać.
  15. bert

    Uwaga wirus!

    Dlaczego umierają „Moja żona ma covida. Modlę się, żeby nie musiała iść do szpitala. Oddziały covidowe to umieralnie” (rezydent anestezjologii) Dokładnie miesiąc temu minister Adam Niedzielski zapowiedział „podwojenie dostępnej bazy łóżek” dla pacjentów zakażonych wirusem. I udało się! Było 15 tys. łóżek, jest 35 tys. W ciągu 30 dni przybyło 20 tys.! Są jednak pytania: czy stoi przy nich odpowiedni sprzęt? Mają dostęp do tlenu? Skąd wzięto lekarzy, pielęgniarki, ratowników, by je obsługiwali? Łóżka są na serio? Czy też dyrektorzy szpitali, by poprawić humor ministrowi, tworzyli je szybkim pociągnięciem pisaka, robiąc np. z interny „internę covidową”? Statystycznie wyglądamy świetnie – tylko 60 proc. łóżek covidowych jest zajętych. Do tego mamy 657 wolnych respiratorów (wypada po 41 na województwo). Zachorowań mniej. Tylko dlaczego bijemy rekordy w liczbie zgonów? Zadzwoniłem do lekarza, który od miesięcy jest na pierwszej linii. Zapytałem, czy tak samo jak premier Morawiecki uważa, że osiągamy delikatną przewagę w walce z wirusem. „Redaktorze, telefon w lekarskim nie milknie. Przez cały dyżur biegam po siedmiopiętrowym szpitalu: laryngologia, okulistyka, chirurgia dziecięca, pulmonologia, ginekologia, chirurgia, ortopedia, onkologia, hematologia, radiologia, pediatria... Konsultacje, wkłucia centralne, reanimacja. Pacjenci umierają. Mój ostatni 24-godzinny dyżur odmierzała śmierć: zgon, zgon... pizza (zdążyłem zjeść połowę, bo mnie wezwali), zgon, zgon... Półtorej godziny snu i znów wezwanie. „Leć, bo się pacjent załamał”. Biegnę. Nie dobiegłem na czas. Taki dyżur to standard. Wieszasz kartkę i już Wiesz, że tych ludzi można byłoby uratować? Na pewno by żyli, gdyby to, co widzisz w statystykach, odpowiadało prawdzie. Mówisz, że „statystycznie” mamy zapas łóżek dla pacjentów covidowych. Opowiem ci, jakie to łóżka. Nasz szpital od początku pandemii przechodzi ciągłe reorganizacje. Najpierw covidowcy leżeli w wydzielonym budynku, potem tworzono miejsca covidowe na poszczególnych oddziałach, potem część pacjentów covidowych przeniesiono do innego skrzydła. To wszystko oznacza chaos. Na laryngologii jest oddział covidowy, laryngologia jest tam, gdzie okulistyka, okulistyka tam, gdzie chirurgia dziecięca, chirurgia dziecięca tam, gdzie pediatria... A jutro może się to zmienić. Każda z tych rotacji przynosi statystyczne zwiększenie liczby łóżek covidowych. Jak? Wieszasz kartkę na drzwiach: „Oddział covidowy” – i już! Ale co to za oddział covidowy bez respiratorów, sprzętu, personelu? Sprzęt w kartonach: cewniki naczyniowe, cewniki pęcherzowe. Personel przypadkowy, z łapanki. *** Zakładam wkłucie centralne. Sam go na jałowo nie założę. Musi ktoś pomagać. Jest pielęgniarka, ale ona nie wie, gdzie co leży: – Doktorze, ja nie jestem z tego oddziału. – Ja też nie. – Może w tych kartonach. – Może. Czas leci. Chory pogarsza się oddechowo. – Co to za pacjent? Milczenie. – Jakie ma obciążenia? Milczenie. Wszystkie pielęgniarki są z innych oddziałów. Nie mają prawa kojarzyć tych pacjentów – cztery dziewczyny na 40 pacjentów! Kolejne wezwanie. Covidowa interna. Pacjent niewydolny oddechowo. Intubuję, reanimuję. 5, 10, 15 minut. Żadnego efektu. Jestem wykończony. W 20. minucie padam, nie jestem w stanie ratować go dalej. Przerywam. Patrzę na niego, całkiem młody gość. Rocznik 65. Myślałem, że się uda. *** Ktoś mnie puka w plecy. Pielęgniarka z interny: – Doktorze, a możesz spojrzeć, bo tam nam się jeszcze jedna pani pogarsza. Babcia. Obrzęki, zmiany pozakrzepowe na kończynach dolnych. Każę ją położyć na brzuchu. Saturacja się poprawia. – Jaki lekarz prowadzi? Nikt nie wie. – Dobra, pani musi tak leżeć. Po kilku godzinach łapie mnie internistka. – Pan reanimował moją pacjentkę? – Ja? Chyba nie… – Taka starsza pani na internie. – Na internie przekładałem jedną panią na brzuch. – O nią chodzi. – Co z nią? – Jak przyszłam, to była martwa… Jakby pan napisał, że była konsultacja anestezjologiczna... Nawet nie zauważyła, kiedy pacjentka jej zeszła! Teraz szuka dupokrytki. I co ja mogę napisać? Brak dalszych wskazań do eskalacji terapii, czyli że była nie do uratowania? Napiszę. Pomogę. Doktor jest sama na oddziale, też musi biegać po całym szpitalu i konsultować internistycznie. Nie ma szans, żeby to ogarnęła. *** Wzywają mnie do założenia wkłucia centralnego dla covidowca. Dziadek, 80 lat. W bardzo złym stanie. Niewydolny krążeniowo, obrzęknięty. Zakładam wkłucie. Piszę w konsultacji prośbę o wykonanie gazometrii i biegnę. Wzywają mnie na inne oddziały. O godz. 2:45 znów wezwanie do tego samego pacjenta: „Pacjent pogarszający się oddechowo”. Wracam. Dobijam się do drzwi, dzwonię. Na oddziale nie ma personelu. Za drzwiami pacjenci covidowi. Jeden z nich właśnie się załamuje! Idę w zakontaminowanym kombinezonie przez czystą część. Nie powinienem tego robić, ale człowiek chyba tam umiera. Pacjent leży na płasko, na plecach. Monitor obok, czujnik saturacji obok. Stoją sobie. Nie zostały podłączone. Podnoszę wezgłowie, podnoszę pacjenta. Uzyskuję saturację 85. Trzeba pilnie wykonać ileś czynności. Ale tu, ku*wa, nie ma nikogo. Komu mam to zlecić? Wychodzę. Mijam pacjentów leżących na łóżkach. Starzy, niedołężni ludzie. Na ścianie kartka: „Telefon do pielęgniarek...”. Wiem, że żaden z pacjentów nie jest w stanie zatelefonować. Te oddziały to umieralnie. Są po to, żeby ludzie nie schodzili na ulicy. *** A ja? Kiedy ostatnio widziałem swoich pacjentów? A przecież mój oddział to OIOM! Pacjenci na stronie brudnej pod respiratorami, na czystej po wstrząsach, z zapaleniem otrzewnych, trzeba pilnować gospodarki wodnoelektrolitowej. Kiedy mam to robić, skoro konsultuję i reanimuję? Kto jest bez winy? Pamiętam z ostatnich dni jednego z covidowych pacjentów. Konsultowałem go na jakimś oddziale. Jak podszedłem do niego, miał niecałe 60 proc. saturacji. Patrzę, a w jego nogach leżą wąsy tlenowe! – Dlaczego to nie jest podłączone? – krzyczę do pielęgniarki. – A bo nie ma kto mu tego podłączyć, doktorze! Jezu! To zakładam te wąsy. Mija doba. Pacjent niewydolny oddechowo trafia do mnie na OIOM. Leży sobie pod respiratorem, leży, aż się butla z tlenem skończyła. I zmarł. Taka to, ku*wa, smutna przygoda się zdarzyła. Dziwisz się? A ja wcale się nie dziwię. Na stronie brudnej na 19 pacjentów są trzy pielęgniarki. Powinno być dziesięć. Jedna na dwa stanowiska. Tlen w butlach, butle na dwukołowych wózkach przywiązane łańcuchami. Tak tu jest. Jeszcze pójdziemy za to siedzieć. To jest przecież sprawa do prokuratury. I co ja powiem: „Pacjent zmarł, bo skończyła się butla z tlenem, bo nie było komu przypilnować, bo jest mało pielęgniarek”? A co to obchodzi żonę tego faceta? Albo pana prokuratora? Jak widzisz, trudno przeżyć w moim szpitalu. Tu musisz mieć szczęście. Jak ktoś spostrzeże, że butla się kończy, będzie OK. Czytaj też: Lekarze alarmują. Zaraz będziemy tu mieli Lombardię Tlenu nie ma, nikt nie powiedział Dlaczego używamy butli? Brak tlenu w instalacji szpitalnej. Za dużo pacjentów podłączonych do respiratorów. Oczywiście, nikt nam niczego nie powiedział. Wszystko sprawdza się na żywym organizmie. Podłączam pacjenta pod respirator. Nie działa. Drugi? Lepiej. Po chwili dzwoni lekarka: – Coś się dzieje złego z pacjentem. Desaturuje! Sprawdzamy. Respirator nastawiony na 100 proc. podaje tylko w 36 proc. Wtedy wpadliśmy na to, że trzeba sprowadzić butlę, bo w ścianie ciśnienie jest zbyt niskie. *** Na interwencję do drugiego budynku szpitalnego, gdzie jest kilka „lżejszych” oddziałów covidowych, jeździmy karetką. Leczy tam fajny hematolog, miły chirurg, neurolog, nefrolog. Ale nie ma anestezjologów, lekarzy medycyny ratunkowej ani sprzętu. Więc jak się ktoś pogorszy, muszą wzywać nas. Najczęściej wzywają na ostatnią chwilę. Dlaczego? Otóż mają jeden monitor i dwa pulsoksymetry na oddział. Jeśli chory nie jest podłączony do sprzętu, to oni nie widzą, że się pogarsza. Tym bardziej że przy covidzie pacjenci z saturacją 70 proc. potrafią logicznie rozmawiać. Nie widać problemów. Aż nagle bach... Oni reagują, jak nastąpi to bach. Mówiąc wprost – jak pacjent zsinieje, dzwonią po nas. Respirator wziąć. Lifepacka: monitor z funkcją defibrylacji, kardiowersji brać. Plecak z ambu, z lekami, rurkami. Leki z lodówki. Dygam z tym do karetki. Z pielęgniarką przebieramy się w kombinezony. A pacjent się tam dusi. Rzadko udaje się zdążyć. Jesteśmy w drodze i dostajemy informację: „Możecie wracać, już po wszystkim”. Czasami nas nawet nie wołają. Widzą, że i tak nie zdążymy. I to też jest statystyka w praktyce. Na tamtych oddziałach są wyłącznie łóżka covidowe, które widzi w tabelkach pan minister. Ale są to łóżka bez dostępu do tlenu, bez sprzętu pomiarowego i bez personelu. *** Na interwencję zawsze chcę brać ze sobą pielęgniarkę z OIOM. One są doświadczone, znają się na rzeczy. Gdy trwa reanimacja, chcesz kogoś takiego obok siebie. Proszę je: „No pojedź ze mną” – i chyba nie muszę ci mówić, jaki jest ich stosunek do moich próśb. „Doktor, a może byś znalazł kogoś innego, co?”. Nie mam pretensji. Są upocone, umęczone, ledwie stoją. „Ratowanie życia” brzmi pięknie, ale to ciężka fizyczna praca. Pacjent waży 150 kg. Przenieś go z pielęgniarką na nosze! Wspominałem ci, że z okazji 11 listopada szpital wypłacał nagrody za walkę z covidem? Dostali różni ludzie: pan związkowiec, pani z kadr... Nie dosłała żadna z oiomowych pielęgniarek. *** Anestezjolog ma grubą skórę. Często oglądamy śmierć. Mamy taką pracę. Mówimy: „mogę reanimować i jeść kanapkę”, ale dziś łapię się za głowę. Jesteśmy wykończeni fizycznie i psychicznie. A to nie jest nawet środek epidemii. Miesiące walki przed nami. Wypłaszczanie krzywej widać tylko w ministerstwie. I chyba tylko dzięki sztuczkom matematycznym. Bo u nas jest dramat. Wczoraj zakaziła się moja żona. Ciągle myślę, co zrobić, jak się pogorszy oddechowo. Zostawiać ją w domu? Słać do szpitala? Ale kto się nią tam zajmie, jak nie będzie mnie obok? Czy przepracowany lekarz albo pielęgniarka zauważy, że tlen w butli się kończy? Skoro ja się boję, co muszą przeżywać inni ludzie, którzy nie są lekarzami? Myślę, że niedługo też się zakażę. Prawdę mówiąc, liczę na to. Chciałbym odpocząć od tego burdelu. Pozdrawiam P.” Paweł Reszka polityka.pl Tak obecnie wygląda duża część służby zdrowia. Dlatego nie róbcie sobie jaj, bo to na prawdę nie jest na miejscu.
×
×
  • Create New...