Witam. Pewnego pięknego dnia wybraliśmy się ze znajomym na "zwiedzanie okolicznych wsi" ;-), obydwaj na Rometach. No i po kilkunastu kilometrach przejechanych bezproblemowo zrobiliśmy postój, ponieważ mój sprzęt był na dotarciu. Po przerwie żaden nie chciał odpalić, próbowaliśmy naprawiać ale był wieczór no a przy świetle komórki niewiele widać :-) No więc zapchaliśmy sprzęty do znajomego 3km i pojechaliśmy do domów (samochodem). Na drugi dzień przyjechaliśmy po bzyki. U kumpla odpiął się kabelek przy iskrowniku :-D zapiął i pojechał, a u mnie zima :P wyregulowałem zapłon, gaźnik itd. ale dalej nic. Zapchałem go do domu i z tatą grzebaliśmy cały dzień. Okazało się, że jedna dysza miała zjechany gwint i nie dokręcała się do końca 8O Wymieniłem dysze i bez żednego problemu odpalił i jeździł. Następnego dnia pojechałem do tego kolegi. Chciałem wracać, kopie, zapalił na kilka sekund, zgasł. Kopie drugi raz i znowy to samo. Kopie trzeci, czwarty, piąty raz, nic. Wykręcam świece, zalana. Wyczyściłem, zapalił i znowu zgasł. Wziąłem go na pych zapalił, przejechałem kilkanaście metrów, zaczął się dusić, nie miał ciągu i zgasł. Znowy pchałem do domu. Znowy regulacja zapłonu, gaźnika itd. Ale dalej zapalał i gasł, a na pych nie miał ciągu, do tego zaczął strzelać w gaźnik. Kupiłem nową świece, nie strzela ale dalej zapala i gaśnie, chociaż już jest lepiej. wymieniłem kondensator, dalej nic. Pomocy, już sam nie wiem co robić. :cry: