Co do pierwszego posta w tym temacie (wiem, że należy się za to złota łopata) i sprawy z gmolami. Pytałem moją żonę-prawnika i powiedziała, że nasz bohater-motocyklista spokojnie mógłby pozwać firmę, w której zamówił gmole i które miały przyjść po do 2 tygodni, a mijało już 6 i nadal ich nie było. Gdyby firma wywiązała się z zobowiązania to motocykl nie ucierpiał by tak bardzo, a i kierowca byłby mniej poobijany. Żeby nie było offtopa: W zeszłym roku, niedługo po zrobieniu prawka na moto (w wieku 25 lat) jadę sobi moją wirażką 1100 z jedyną dla niej słuszną bulwarową prędkością i dojeżdżam do skrzyżowania, gdzie miałem skręcić prostopadle w lewo. Na skrzyżowaniu poustawiane barierki, widocznie jakieś roboty drogowe. Od razu pomyślałem: roboty drogowe = piach na asfalcie, więc zwolniłem do 20km/h, wchodzę delikatnie w zakręt i... oba koła na raz odjechały mi na zewnątrz, oczywiście gleba i szlif, zatrzymałem się na krawężniku. Jechałem w kurtce, ale niestety w dżinsach. Na szczęście moto miało konkretne gmole, a z tyłu sakwy (które i tak szły do wymiany), także całe uderzenie poszło w te elementy, więc nic się nie porysowało. Ja skonczyłem z podrapaną kurtką na lewym ramieniu, śladem na kasku, przetartymi spodniami i obitym kolanem. Tamtego dnia nauczyłem się 2 rzeczy: 1. Jeżdżenie bez dobrych spodni nie popłaca. 2. Najlepszy sposób na jazdę po piachu, to nie jeździć po nim w ogóle.