Witam, jestem w trakcie kończenia prawa jazdy A2, od ponad roku jeżdzę rometek zetka 50 (5500km). Yamaszka XJ6 to całkiem spore bydle, ale po paru godzinach udało mi się je poskromić i manewry idą w porządku, i czuję się na tym ok, ale raczej wolał bym coś spokojniejszego i tak. Początkowo planowałem zakup na wiosnę, ale uznałem że skoro mam możliwość przechowania go u siebie pod wiatą, to teraz dostanę lepsze oferty cenowe i większe możliwości negocjacji. I teraz mam parę pytań do Was, znacznie bardziej doświadczonych. Czy 500/600 na pierwszy motocykl to nie będzie za dużo? Może zacząć od 125, którą przy okazji mogła by też reszta rodziny jeździć, bo jednak przeskok z v-max 70km/h, do 110 będzie bardzo zauważalny raczej, a nie planuję raczej jeździć szybciej, nie potrzebuję ściagacza i złamanego kręgosłupa po 3 jazdach. Jeśli jednak 125 to będzie za mało, to czy w kwocie powiedzmy 8000zł dostanę coś względnie porządnego? Nie chciałbym przy nim robić prawie nic, poza standardową konserwacją, wiadomo że używki w różnych stanach są, ale może na zimę akurat udało by się dostać coś od osoby która po prostu musi sprzedać z bólem serca, a nie od handlarza co sprowadza tego setki? Optymalnie coś co nie jest starsze ode mnie (93). Optymalnie japończyk (jestem fanem audio Yamahy, moto też ponoć super). Ogólnie jakieś porady macie takie od siebie? Pozdrawiam