Witam, pewnie nie jestem jedyny który po dłuższym zimowym czasie wsiadł już na moto i zaczął coś tam śmigać, i który już zobaczył że po zimie trzeba się od nowa dopasować do moto, ale uważajcie... Wyjechałem sobie na Kraków, obwodnica ( tu troszke wcisnąłem), później pojeżdziłem sobie troszke między katamaranami co chyba sprawia mi największą przyjemność, i chyba poczułem się znowu Panem i Władcą na dwóch kołach... jechałem sobie Wielicką i chciałem zjechać słimakiem na Bieżanów do kumpla podrażnić go troszkę moją błyszczącą maszynką - zjeżdzam na ślimak, a ten jest tak zaciśnięty że moje 60 km/h coraz bardziej zbliża mnie do gleby - miałem tylko dwa wyjścia - albo hample na maksa i przy odrobinie szczęścia skończyło by się na startym motorze, skórze i urażonej dumie, albo jechać przed siebie przez krawężniki z nadzieją z przeciwka nie zobacze żadnego innego samochodu, albo że ktoś zauważy mnie walczącego z zakrętem...wybrałem to drugie wyjście - skończyło się na przytartej feldze, przyciętej oponie, mokrych plecach i tzręsących się nogach :-)))))) Ja miałem szczęście, ale dzień wcześniej widziałem na rondzie Grunwaldzkim kolesia, który miał go mniej - piękne Kawasaki, chyba ZX9R, z tego co widziałem prawie nówka (przynajmniej przed glebą...:-() stał już (dzięki Bogu, że stał) z glinami, a obol jego Bike - pościerany niemiłośiernie - mówię Wam aż się serce kroiło z żalu - gość pewnie po raz pierwszy po zimie wyjechał i coś takiego ! Uważajcie na sienie i po zimie jeździjcie powoli - aż znów odzyskacie czucie motocykla - nie warto ryzykować !!! No i oczywiscie uwazajacie na katamaraniarzy - oni jeszcze nie do konca wiedza, ze My nie wymarlismy, a zima sie juz skonczyła :-) Pozdrawiam :-)