Cześć. Jestem tu nowy i zapewne zaraz dostanę biczem po plecach, za brak pokory i niezrozumienie tego, co powiedziane było 1000 razy 😞
Nie uważam się za motocyklistę… JESZCZE. Przelatalem kilka lat w hard enduro / motocrossie. Zawsze powtarzałem, ze nie wyjadę na drogi, bo nie chce zginąć, przez dziadka, który wymusi pierwszeństwo.
No i się zmieniło. Uznałem, ze w końcu zrobię prawko i kupie coś na drogi.
Teraz kwestia - co? Najbardziej korci mnie Fazer 600. Odkręcałem yz 250, czy EXC 300 (ten akurat troszkę porobiony, hamowany na 60 koni), z czym większość ludzi jeżdżących „drogowymi” maszynami miała spore problemy, ale kij ma dwa końce. Może okazać się, ze taki Fazer mnie przerośnie.
Druga strona medalu jest taka, ze na czterech kołach zrobiłem już ponad milion km i nauczyłem się „czytania drogi”. Cały czas analizuje co się może stać, i przewiduje sytuacje na drodze. No i mam dużo więcej oleju w głowie, niż 10 lat temu, kiedy zacząłem jeździć autem. Docelowo skończę na sporcie, ale póki co chce golasa, żeby sam wiatr dał mi nieco pokory. Pozdrawiam Was cieplutko! 😉