Jump to content
Pawel

O pierwszej pomocy po dwóch stronach...

Recommended Posts

Guest Niecne Zielone Oczy

Niecne Zielone Oczy, mam nadzieję, że wygrzebałaś się z wypadku i teraz cieszysz się krzepkim zdrowiem, a przynajmniej tego życzę Ci z całego serca :) Jestem też pewna, że obiektywnie nie masz sobie nic do zarzucenia przy próbie ratowania kuriera. Chwała Co za Twoje przygotowanie i za to, że wróciłaś - to wymagało odwagi.

 

Blizny zostaną, a do pełnej sprawności jeszcze mi trochę brakuje, ale jest dobrze :) Grunt, że psychicznie jest O.K.

Oba doświadczenia były dla mnie motywatorem, żeby pójść tak na pałę na rekrutację do grupy ratownictwa specjalistycznego. Dostałam się, teraz jestem na każdym spotkaniu i wkładam tyle energii, ile tylko mam, żeby jak najlepiej uczyć się ratować innych.

Inna sprawa, że moja pasja - nurkowanie - sprawia, że mam statystycznie większe szanse na to, że trafię na jakiegoś nieszczęśnika, którego trzeba będzie ratować. A w te wakacje zamierzam zostać instruktorem...

 

Strasznie Wam wszystkim dziękuję za miłe słowa.

 

Widzicie kogoś nieprzytomnego? Podejdźcie i rozejrzyjcie się dookoła - wasze bezpieczeństwo jest najważniejsze. Najpierw zagadnijcie, potem dotknijcie i upewnijcie się, że jest nieprzytomny.

Co dalej - jeśli nie reaguje?

Klękacie obok, udrażniacie drogi oddechowe - jedną kłoń kładziecie na czole poszkodowanego, drugą łapiecie za twardę części żuchwy i odchylacie głowę do tyłu. Przykładacie ucho do ust leżącego, kierując wzrok na jego klatkę piersiową i liczycie do 10. W tym czasie powinniście usłyszeć, poczuć i zobaczyć przynajmniej DWA oddechy. Jeśli nie było żadnego, albo pojawił się tylko jeden - dzwonicie po pomoc (to najważniejsze, im szybciej dotrze karetka, tym większe szanse na przeżycie ma ten człowiek!!!), a potem zaczynacie akcję resuscytacyjną. Pamiętajcie, że nie sprawdzacie tętna!

30 uciśnięć, w rytmie Stayin` Alive Bee Gees ;)

Pamiętajcie, że obecnie nie musicie robić żadnych wdechów!

Jeśli się na nie zdecydujecie- jedna dłoń na czoło, odchyla głowę w tył, żeby udrożnić drogi oddechowe, drugą zatykacie nos i robicie wdech - uwaga - tylko z policzków, to ma być naprawdę LEKKI wdech, objętościowo jak pół szklanki. Jak nadmuchacie go do oporu, może się wam porzygać, bo powietrze trafi do żołądka.

30 na 2 to rytm do zapamiętania :)

I tak aż do przyjazdu karetki albo ile wystarczy wam sił. Nie mam marnej kondycji, ale po 15 minutach byłam ledwie żywa ze zmęczenia.

 

W każdej aptece możecie kupić rękawiczki jednorazowe i taką chustę z ustnikiem do sztucznego oddychania. Ja za 5 par rękawiczek i chustę zapłaciłam 14zł. Taka mała paczuszka ma wielkość chustek do nosa, zawsze warto mieć ją przy sobie.

 

P.S. Dla dociekliwych - w przypadku dzieci, ofiar "z wody"- podtopionych, wisielców i zaczadzonych zaczynamy od 5 wdechów i jeszcze raz sprawdzamy przez 10 sekund, czy akcja oddechowa nie wróciła.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Dwa pomocne filmy, myślę, że szczególnie do obejrzenia pierwszego nie będę musiał zachęcać :) :

 

http://www.youtube.com/watch?v=4ArXuQwjj7Q http://www.youtube.com/watch?v=ILxjxfB4zNk

 

A co sądzicie o zorganizowaniu jakiegoś niedrogiego (czytaj: po kosztach) kursu pierwszej pomocy dla motocyklistów? Może na zlotach?

 

Pozdrawiam, Paweł

Edited by Pawel

Share this post


Link to post
Share on other sites

Bardzo fajny blog ;) pasja piękna.

 

Warto chodzić i szkolić się z pierwszej pomocy. Nawet nie wiesz kiedy może się przydać...

Nigdy mi nie przyszło do głowy, że przy pomocy wytwarza się taka adrenalina. Szczególnie, gdy ratujesz bliską Ci osobę.

Share this post


Link to post
Share on other sites

 

A co sądzicie o zorganizowaniu jakiegoś niedrogiego (czytaj: po kosztach) kursu pierwszej pomocy dla motocyklistów? Może na zlotach?

 

Pozdrawiam, Paweł

Brałem udział w takich szkoleniach, było milo i praktycznie bo organizatorzy zatroszczyli się o zaplecze techniczne (fantomy) do takiego szkolenia. Super pomysł ze strony organizatorów zlotów na, których byłem i na pewno zacnie byłoby go powielać.


lewa noga: http://forum.motocyk...__1#entry782383
prawa noga: http://forum.motocyk...__fromsearch__1
...i tak wszyscy umrzemy...

Share this post


Link to post
Share on other sites

ja bym sie nie podniecal za mocno tymi kursami. zdecydowana wiekszosc nigdy na nie nie pojdzie, a wystarczy ze raz troche pouciska i tez pomoze...


General description: aktualnie brak...

Share this post


Link to post
Share on other sites

ja bym sie nie podniecal za mocno tymi kursami. zdecydowana wiekszosc nigdy na nie nie pojdzie, a wystarczy ze raz troche pouciska i tez pomoze...

Ale nikogo nie interesują Ci co nie pójdą. Pytanie skierowane było do tych co chcą pójść.

Obys nie trafił na takiego z Twoim podejściem gdy będziesz potrzebował pomocy czego oczywiście Ci nie życzę...ale jak widać w tym temacie los szybko potrafi odwracać role.


lewa noga: http://forum.motocyk...__1#entry782383
prawa noga: http://forum.motocyk...__fromsearch__1
...i tak wszyscy umrzemy...

Share this post


Link to post
Share on other sites

Blizny zostaną, a do pełnej sprawności jeszcze mi trochę brakuje, ale jest dobrze :) Grunt, że psychicznie jest O.K.

Oba doświadczenia były dla mnie motywatorem, żeby pójść tak na pałę na rekrutację do grupy ratownictwa specjalistycznego. Dostałam się, teraz jestem na każdym spotkaniu i wkładam tyle energii, ile tylko mam, żeby jak najlepiej uczyć się ratować innych.

 

Taaaaaaaaaaaaa

A najgorzej to trafic na kutasa lekarza ktory spowoduje wypadek i nawet nie potrafi udzielic Ci pierwszej pomocy ....

Gdyby nie kursantka ratownictwa medycznego ktora akurat byla wtedy w domu i widziala zdarzenie z okna to ....

 

A ch*j nawet w szpitalu przepraszajac i łkajac ze to jego wina nie raczyl zapewnic zadnej pomocy .... lekarz ortopeda i wlasciciel prywatnej kliniki medycznej ....

 

Najwiecej zawdzieczam przypadkowym osobom :lalag:

Edited by majkelpl

ISRA: 27062
SREU: 614

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Niecne Zielone Oczy

Obys nie trafił na takiego z Twoim podejściem gdy będziesz potrzebował pomocy czego oczywiście Ci nie życzę...ale jak widać w tym temacie los szybko potrafi odwracać role.

 

Bardzo szybko. Ja ratowałam pod koniec listopada, mnie ratowali pod koniec grudnia...

Znalezienie się po obu stronach bardzo zmienia sposób myślenia. Mnie mocno ruszyło, żeby pracować nad umiejętnościami.

 

Majkel - o ile ratowników wspominam fantastycznie, lekarzy na SORze też (chociaż szyli na żywca, bez znieczulenia ;)) , o tyle moje późniejsze przejścia z lekarzami to kompletna porażka - ale może źle trafiłam, staram się nie uprzedzać...

Share this post


Link to post
Share on other sites

PL

w 1978 robilem pierwszy kurs na mlodszego ratownika WOPR, dwa lata pozniej ratownika wodnego. Bedac na polaczonych zajeciach dla pletwonurkow i ratownikow WOPR na basenie politechniki gdanskiej w odstepie ca. minuty czasu wyciagalem dwoch pletwonurkow ktorzy brali dwa baseny po przekatnej pod woda z monopletwa. Obydwaj przysneli. Jako, ze pomoc nadeszla natychmiastowo, nie bylo jakichkolwiek problemow z reanimacja.

 

W Lipcu 1981 pracujac na osrodku wypoczynkowym pod Starogardem Gdanskim wracalem ( z kolega z kirsu ratownika wodnego - on mlodszy ratownik ) z obadu. Mielismy jeszcze 20 min przerwy, po powrocie na kapielisko ludzie biegaja i krzycza wymachujac rekami. Okazalo sie, ze podczas naszej przerwy obiedowej napity gosciu wskoczyl do wody ( temp. powietrza 36 st, wody 19 st.C ).

 

Kapielisko glebokie bo do 9,90 cm, szczescie dla niego, ze lezal ca. na tylko 6 ciu metrach wiec przy drogiej probie go wyciagnalem. Kolega rozpoczol masarz serca ja go dmuchalem. Po 15 min zjawil sie chirurg, zapytal, czy moze pomoc, poprosilem aby robil sztuczne oddychanie, odmowil, zaproponowal zmiane kolegi przy masazu serca. Nie wiem, czy ktos ma swiadomosc, jak czuje sie czlowiek robiacy 15 min sztuczne oddychanie, nazwijmy to, ze czuje sie lekko wypluty. Kolega odmowil zmiiany. Suma sumarum, dmuchalem goscia 25 min,

 

Pan lekarz nie wykonal ani jednego wdechu, popompowal kilka razy gruszka, strzykawa w serce, pomasowali troche üpodmuchali gruszka. Lekarz spytal, cz amam przescieradlo, TAK - to niech pam przykryje faceta, bo nic tu po nas.

 

Zonie zanioslem wiadomosc, ze meza nie udalo sie odreanimowac, kobieta wpadla w atak placzu i histeri 4 jej dzieci nie bardzo wiedziala co sie dzieje, sprawdzam tetno, oddech chce obrocic goascia w pozycje bezpieczna ustalona, a tu facet na mnie wrzeszczy, ze mam go nie ruszac, bo on sie zna i nie wolno ruszac lezacego. Droga proba a facet o mnie z lapami. Petarda w szczene wali goscia z nog, robie swoje, podziekowania lekarza za postawe.

 

Podczas przechodzenia przez podziemne przejscie dla pieszych zaslabl mezczyzan cos kolo 40 – 45 lat. W chwile robi sie tlum ciekawskich gapiow, nikt nie pomaga

 

Rok 2002 zlok w Bagiczu ( pod Kolobrzegiem ) 2 lasencje przebiegaja przez pas prowadzacy do pasa startowego. Nadjezdzajacy RF 600 motocyklista nie decyduje sie na hamowanie postanawia nieco pozniej polozyc maszyne przez co omija laski. Tyle, ze promien zakretu przesowa sie bardziej w lewo. Pech, ze akurat w tym miejscu stoi znajomy z Sopotu. RF'ka wpada na niego z predkoscia ca. 180 - 200 km/h.

 

Jastem pierwszy przy wypadku, srawdzam tetno u jednego ( RF ) biegne do znajomego ( odziany w krotkie spodenki i laczki ), glowa na asfalcie w plamie krwi nie wrozy nic dobrego. Ustawiam go w pozycji bezpiecznej ustalonej ( notabene prawie w takiej lezal ) biegne zpowrotem do drugiego.

Jak na razie obaj maja puls.

 

Kolo z RF lezy w bardzo dziwnej pozycji, nie wrozy nic dobrego, boje sie sciagnac mu helm nie ruszam go, wracam do znajomego, pulsu brak.

 

Karetka z ratownikami i lekarzem dojezdza chwile pozniej, stwierdzaja zgon obydwu.

 

Jadac w strone Poznania widze jak jadace przedemna auto, potraca chlopaka ( na oko 7 – 9 lat ). Wysiadam, keirowca auta w szoku, biegne do dzeicka pytam , sprawdzam czy reaguje, o dziwo na zadane pytania potakuje glowa, szybko jednak dochodze do wniosku, ze to nei objaw swiadomosci a co najwyzej „ drgawki ciala „. Chlopak ma puls i oddech, pozostaje przy nim do przyjazd karetki.

 

 

D

W wojsku ktos z goory wpadl na zajefajny pomysl, aby zrobic ze mnie pomoc sanitarna ( nie mylic z sanitariuszem ), zrobilem. Bedac w Panzer Grenadier, szkolenia z zakresu pierwszej pomocy i wydobywania rannych z pojazdow wszelkiej masci odbywaly sie z tego co pamietam regolarnie raz na miesiac.

ja bym sie nie podniecal za mocno tymi kursami. zdecydowana wiekszosc nigdy na nie nie pojdzie, a wystarczy ze raz troche pouciska i tez pomoze...

 

Bravo, teraz jastem w szoku. Faktem jest, ez gdy robilem kurs kat. A w PL nie bylo kursu pierwszej pomocy ( ten mialem na kursie kat. B w 1978.

 

 

Czyzby w PL kurs pierwszej pomocy dla adeptow PJ nie byl obowiazkowy ? ? ?

 

W Niemczech nie do pomyslenia, bez zaswiadczenia nie da rady zlozyc nawet wniosku o wydanie PJ. Malo tego nei kazde zaswiadczenie o odbytym szkoleniu jest hoonorowane, wiec zdarza sie nie raz, ze kursant musi odbyc to szkolenie jeszcze raz.

 

:crossy:

Share this post


Link to post
Share on other sites

Majkel - o ile ratowników wspominam fantastycznie, lekarzy na SORze też (chociaż szyli na żywca, bez znieczulenia ;)) , o tyle moje późniejsze przejścia z lekarzami to kompletna porażka - ale może źle trafiłam, staram się nie uprzedzać...

 

Normalka ...

Lekarze co mnie zszywali i skladali to kumple sprawcy i ciagle mowili ze wszystko bedzie dobrze i ze szybko dojde do siebie.

Stan faktyczny ... Prawa stopa lekko bezwladna, 4 palce nie maja ruchowosci samoczynnej, wyciete i zmaiazdzone srodstopie powodujace brak takowej ruchowosci palcow, lewy bark i obojczyk polamany z trwalym uszkodzeniem i przemieszczeniem, niedowlad obu dloni i dretwienie czesci wewnetrznej prawej i dwoch palcow, ale .... dla lekarzy to wszystko wporzo i trzeba czasu ... moze 2-3 lata i bedzie oke.

 

Nie ma regóły czy ktos ma doswiadczenie czy nie, jak jest chamem i kutasem to nim do konca bedzie

 

Czyzby w PL kurs pierwszej pomocy dla adeptow PJ nie byl obowiazkowy ? ? ?

 

Ano nie jest :banghead:


ISRA: 27062
SREU: 614

Share this post


Link to post
Share on other sites
Guest Lefthandy

Ale nikogo nie interesują Ci co nie pójdą. Pytanie skierowane było do tych co chcą pójść.

Obys nie trafił na takiego z Twoim podejściem gdy będziesz potrzebował pomocy czego oczywiście Ci nie życzę...ale jak widać w tym temacie los szybko potrafi odwracać role.

 

Nawyki empatii i pomagania należy wykształcać już w okresie szkolnym.

 

Jak mamy społeczeństwo pierdolonych kapitalistycznych ścierek to tak to wygląda: koleś zdycha na ulicy a tępe egoistyczne qrvy mają jeszcze z tego bekę.

 

Refleksja pojawia się dopiero jak takiej szmacie ktoś inny rozjedzie dupę na ulicy. Wcześniej nie ma sensu wykraczać gdzieś dalej poza swój gnijący odbyt.

Edited by Lefthandy

Share this post


Link to post
Share on other sites

Ja myślę że kurs by coś dał ale od podstawówki klepany przynajmniej raz na miesiąc, nauczyło by to pewnych odruchowych czynności, trzymania apteczki w dogodnym miejscu. Zwiększyło by świadomość społeczną. powtarzane chaotycznie raz na ruski rok mogą tylko zaszkodzić. Wypadki przy pracy są częścią pracy i nie da sie ich uniknąć.

Share this post


Link to post
Share on other sites

Nie pamiętam czy gdzieś już tego nie pisałem, ale a propos szkolenia dzieciaków już w podstawówce:

 

Dawno temu mieszkałem w Anglii i uczęszczałem do tamtejszej podstawówki. Dla klas w wieku chyba 8-9 lat były takie jednodniowe wycieczki organizowane przez policję. Polegało to na tym, że podzieli na grupy chodzilismy po różnych pokojach gdzie czekały na nas różne sytuacje dotyczące bezpieczeństwa. Wszystko "interaktywne" - jak najwięcej żeby robić samemu. Więc np. co zrobić jak czujemy gaz w domu, krok po kroku, i okna otworzyć, nie włącząć nic elektrycznego, i gdzie jest główny zawór gazu w domu i na końcu "telefon" do gazowni.

Dalej to samo jak się zachować w czasie pożaru w domu. O bezpieczeństwie na drodze, torach kolejowych, sytuacja co robić jak zaczepia nas obcy dziad. Również podstawy ratownictwa typu udrożnienie dróg oddechowych, pozycja boczna ustalona i telefon na pogotowie, tyle ile małe dziecko może sobie pozwolić. Takie zupełne podstawy.

Prosty sposób by już od małego wpajać pewne oczywiste odruchy. A to było w małej mieścinie pod Manchesterem prawie 20 lat temu, a pamiętam to bardzo dobrze do dziś.

 

Po powrocie do Polski jakiekolwiek wspomnienie o pierwszej pomocy pamiętam może z liceum z przysposobienia obronnego. Na kursie na PJ był puszczony film...Ale ja się bawiłem w WOPR więc trochę podstaw praktyki złapałem.

 

A później mamy efekty: obojętność i strach, brak podstawej reakcji, a to wynika z tego że ludzie słowa pierwsza pomoc znają z książki do biologii gdzie ktoś napisał uciskać w tempie 100 na minutę, bardzo jasne i pomocne.

 

I też juz to pisałem, że w stresie i tak się nie myśli i zjada nas panika, ale nie trzeba być bohaterem żeby mieć pewne "odruchy bezwarunkowe".

Share this post


Link to post
Share on other sites

dlatego mowie, ze tu nie chodzi o wiedze tylko osobowosc. w stanach mowia na to "sheepdog concept" i generalnie nie dotyczylo tylko typowego ratownictwa, ale ogolnie szerszego bezpieczenstwa...


General description: aktualnie brak...

Share this post


Link to post
Share on other sites

I też juz to pisałem, że w stresie i tak się nie myśli i zjada nas panika, ale nie trzeba być bohaterem żeby mieć pewne "odruchy bezwarunkowe".

 

Zwłaszcza ku*wa, jak dotyczy to lekarza, prawda ? Który stoi obsrany i nie wie jak ratowac czlowieka :banghead:


ISRA: 27062
SREU: 614

Share this post


Link to post
Share on other sites

Join the conversation

You can post now and register later. If you have an account, sign in now to post with your account.

Guest
Reply to this topic...

×   Pasted as rich text.   Paste as plain text instead

  Only 75 emoji are allowed.

×   Your link has been automatically embedded.   Display as a link instead

×   Your previous content has been restored.   Clear editor

×   You cannot paste images directly. Upload or insert images from URL.


×
×
  • Create New...